Miejsca, gdzie jeden język przechodzi w drugi i jedna kuchnia miesza się z drugą.
Pogranicze to nie tylko geografia. To przestrzeń kulturowa, w której przez wieki przenikały się języki, religie, kulinaria i style architektoniczne. Efektem są miejsca jedyne w swoim rodzaju – miasteczka, które mówią dwoma głosami, kościoły łączące dwa obrządki, smaki nieprzypisane do żadnej konkretnej tradycji.
Zabudowa miasteczek przy dawnych granicach nosi ślady obu kultur. W Zgorzelec–Görlitz kamienice zabudowują staroniemieckie kwartały, w Cieszynie barokowe kościoły sąsiadują z mieszczańską zabudową czeską. Na Podlasiu prawosławne dzwonnice i drewniane cerkwie stoją obok katolickich kościołów zbudowanych w tym samym stuleciu.
Tuvefou prowadzi spacery architektoniczne po wybranych miastach pogranicza – nieformalne i skupione na konkretach, nie na tabliczkach informacyjnych.
Kuchnia pogranicza polska i czeska: pierogi i knedliki na jednym talerzu? W przygranicznych restauracjach Kotliny Kłodzkiej to norma, nie osobliwość.
Regiony przygraniczne wykształciły własne potrawy lub warianty klasycznych dań, które nie mają dokładnego odpowiednika po żadnej ze stron granicy. Kilka przykładów:
Gwara podhalańska i słowacka łączą się w jedne słowa. Łemkowskie pieśni brzmią podobnie po obu stronach Bieszczad. Na Śląsku Cieszyńskim muzyka ludowa jest grana na instrumentach, które z łatwością przekraczają granicę – w polskiej i czeskiej wersji niemal identyczne.
Każdego lata w strefach przygranicznych odbywają się festiwale dwujęzyczne i dwunarodowe, gdzie muzyka tradycyjna grana jest razem, a nie osobno. Tuvefou monitoruje terminy tych wydarzeń i może dostosować termin wyjazdu do konkretnego festiwalu.
Na pograniczu polsko-czeskim funkcjonuje gwara cieszyńska (miejscowi mówią po polsku i czesku płynnie). Na Polesiu wschodniokarpackim – łemkowski i ukraiński. Na Warmii i Mazurach przez wieki mieszkało obok siebie kilka społeczności językowych. Te mikro-wspólnoty nadal istnieją i są częścią żywej kultury pogranicza, nie muzealnym eksponatem.
Strefy przygraniczne są często biedniejsze ekonomicznie od centrów regionów, co paradoksalnie sprzyjało przetrwaniu rzemiosła: garncarzy, kowali, koszykarzy i twórców ceramiki. W Kotlinie Kłodzkiej – wytwórcy ceramiki z lokalnej gliny. Na Orawie – koronkarki i tkaczki. W Bieszczadach – wyplatacze z wierzby i twórcy ikon łemkowskich.